niedziela, 26 stycznia 2014

ptaków karmienie i ptakoliczenie

Mróz siarczysty u nas trzyma aż ciężko momentami z domu wyjść. Mimo wszystko nie dajemy się i spacerujemy dzielnie :) Tradycyjnie już dokarmiamy również skrzydlatych braci mniejszych :). Choć nie jest to pierwszy rok ptasiej stołówki pierwszy raz mam za oknem prawdziwy karmnik, który mąż z poświęceniem zbudował. Dlatego w tym roku karmimy nie tylko sikory i dzięcioła słoniną, ale również wykładamy owies i  kasze dla mazurków i trznadli, czy orzechy włoskie dla kowalików. Jest co obserwować. Odwiedzają nas regularnie dzięcioł duży, kowaliki, mazurki, sikory, trznadle, raz nawet dwa kopciuszki widziałam. Pierwszy raz od kiedy tu mieszkam pojawiło się też stadko gili. W związku z tym, że i tak ptaszyska obserwujemy dołączyliśmy do rzeszy osób liczących ptaki. Formularze wysłane a co :)
A nasz karmnik prezentuje się tak:
Jak pewnie łatwo zauważyć zdjęcia robione były o różnych porach dnia
 I jeszcze odwiedzające nas ptaszydła, które udało mi się uwiecznić



Witam nową obserwatorkę Kasię i pozdrawiam ciepło

niedziela, 12 stycznia 2014

Jestem sobie mały miś

Ciągle próbuję swoich sił z szydełkiem i tym sposobem powstał sobie zielony miś.
 Żadne cudo, zwykły miś :)
Zdjęcia są jakie są, bo światło ostatnio coś kiepskie. W ogóle pogoda u nas nie zimowa. Jest szaro, mokro, błotnisto i paskudnie, a słońca jak na lekarstwo...
Mimo wszystko chandrze nie dajemy się :)
Pozdrawiam.

czwartek, 9 stycznia 2014

Zupa krem z jarmużu z groszkiem ptysiowym

Jest tak ciepło, że cały czas mamy w ogrodzie warzywa. Do tej pory zbieramy swoje rzodkiewki, roszponkę, czy rukolę. Szpinak też całkiem ładnie się trzyma. Wczoraj jedliśmy. A dziś przyszła pora na jarmuż. Ugotowałam nam zupę krem. Wyszła pysznie, bardzo aromatycznie. Posiłkowałam się przepisem stąd. Oczywiście u mnie proporcje podane w przepisie były mocno umowne - czyli na oko ;).

Zupa krem z jarmużu
Zupkę robiłam tak.
Narwałam jarmużu przebrałam, umyłam, wyrzuciłam twarde części i pokroiłam dość drobno. Obrałam kilka ziemniaków i pokroiłam w kostkę. Do garnka wlałam 1,5 litra wody, wrzuciłam kilka ziaren ziela angielskiego, liść laurowy, kostkę rosołową drobiową (o zgrozo!) i 2 duże, obrane ząbki czosnku. Kiedy woda się zagotowała wrzuciłam ziemniaki, a po ich podgotowaniu jarmuż. Po jakichś 10 min. wyłączyłam zupę, wyjęłam ziele i liść laurowy. Potraktowałam zupkę blenderem. Znowu wrzuciłam na gaz i doprawiłam do smaku solą, gałką muszkatołową i kminkiem zgniecionym w moździerzu. Ponieważ uznałam, że zupa jest jednak mało czosnkowa dorzuciłam jeszcze czosnku granulowanego. Ot i cała filozofia :)

Groszek ptysiowy
zrobiłam według przepisu z mojej ulubionej kulinarnej strony czyli Kotlet Tv.

Przepis prosty, ale pracochłonny. Mimo wszystko smakuje rewelacyjnie z zupką więc polecam.
Szklankę wody wlałam do garnuszka, wrzuciłam 1/3 kostki margaryny. Kiedy tłuszcz się rozpuścił dokładnie wymieszałam i cały czas mieszając dodałam szklankę mąki pszennej. Kiedy masa zrobiła się gęsta i jednolita zdjęłam garnuszek z gazu i wstawiłam do zimnej wody żeby szybciej ostygło. Po ostygnięciu dodałam 3 jajka i dobrze wymieszałam trzepaczką. Potem masę włożyłam do szprycki i wycisnęłam groszki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
 
Wstawiłam do pieca ustawionego na termoobieg i 200 stopni na 12 minut. Groszku wyszło dość sporo - musiałam 5 razy wymieniać blachy.
Przy tej okazji muszę się przyznać, że jarmuż pierwszy raz zagościł w moim warzywniku i to przez przypadek - za sprawą pewnej osóbki, która podarowała mi nasiona. Wiem już, że nie będzie to ostatni raz :)
Witam serdecznie nową obserwatorkę Tupaję. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :)
Pozdrawiam!

niedziela, 5 stycznia 2014

Wiosna zimą

Nie to żebym nie lubiła jak jest ciepło. Lubię. Wczorajsza i dzisiejsza pogoda pod tytułem słoneczko i +6 stopni cieszy mnie niezmiernie. Tylko cały czas gdzieś w głowie tłucze się myśl - kiedy przyjdzie zima? Bo to, że w końcu przyjdzie jest nieuchronne i pewne. Czyżby znów czekała nas śnieżna Wielkanoc? No i ciepełko w styczniu po takich rozmyślaniach cieszyć przestaje. Niestety. Oto co dzisiaj odkryłam w ogrodzie:
Jasne prymule kwitnące przy takich temperaturach to być może nic nadzwyczajnego. Zwłaszcza, że kwitnąć zaczęły jeszcze w październiku.
Nagietki kwitnące w styczniu też przestały mnie już dziwić
Natomiast to już normalne moim zdaniem nie jest:
Takie oto listki postanowił sobie mój pigwowiec wypuścić. I ciekawe jak on przetrwa, gdy nadejdzie mróz... Idę o zakład, że nie tylko u mnie zaczyna pojawiać się problem budzących się do życia roślin. Cebulowe rosnące przy domu też wyłażą.
I jak tu się nie martwić?
Oczywiście taka ciepła zima ma też plusy. Z przyjemnością można udać się na spacer (pod warunkiem, że akurat nie pada i nie trzeba brnąć w błocie, a po powrocie przed wejściem do domu, ganiać psy po trawniku żeby się z rzeczonego błota wytarły), naszą działkę na przeciwko domu udało nam się już właściwie całkowicie oczyścić z zarastających ją krzaków. Przy tej okazji nie zabrakło ogniska z kiełbaską.
Wszystko ma więc swoje plusy dodatnie jak i ujemne. Tylko ja nie chcę znów śnieżnej Wielkanocy!
Bo dla przypomnienia w zeszłym roku z kościoła w Święta wracaliśmy w takich okolicznościach przyrody:
No po prostu przeraża mnie taka wizja, zwłaszcza, że Wielkanoc tego roku będzie wyjątkowo późno. Niech ciepło będzie wtedy, gdy na to pora.
Witam nową obserwatorkę - Brutkę, pozdrawiam i życzę Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Niech się darzy :)

Szukaj na tym blogu