czwartek, 29 maja 2014

Wyrok...

Nadszedł wczoraj wieczorem. Zadzwonił Tomek. Nowotwór kości... Nieuleczalny... A już na pewno nie w tym stadium... Nadchodzi czas pożegnania... Od wczoraj nie możemy powstrzymać łez. Nie wiemy co robić, czy uśpić ją od razu, czy dać jej spokój dopóki jest w stanie na lekach przeciwbólowych w miarę normalnie żyć... Dziś miałam jechać do stajni, nie pojechałam. Nie mogę jej teraz opuścić ani na chwilę, wiem, że ona by przy mnie trwała. Byłyśmy dziś na spacerze, była taka szczęśliwa, gdyby nie ta kulawizna, nie powiedziałabym, że coś jej dolega, a jednak, kiedy przestają działać leki widać, że cierpi. Moje serce krwawi, nie potrafię się z tym pogodzić. Jest taka młoda a my już nic nie możemy zrobić. Nic. I właśnie to NIC jest najgorsze. Pozostaje czekać do poniedziałku aż Tomek wróci. Potem trzeba będzie podjąć decyzję czy zrobić to już... Być może komuś wyda się to głupie, przecież to tylko pies. Dla mnie jednak jest to członek rodziny, przyjaciel. Od kiedy przeprowadziłam się na wieś była ze mną, nie odstępowała na krok. Kiedy byłam chora leżała koło łóżka, kiedy wyjeżdżałam potrafiła kilka dni nie ruszyć się z pod bramy wjazdowej czekając na mój powrót. Nie wyobrażam sobie tego domu, tego miejsca bez niej. Serce mi pęka z żalu...

środa, 28 maja 2014

Zwykłe złamanie...

Pisałam jakiś czas temu, że nasza Foxi złamała sobie łapę. Została prześwietlona i poskładana. Pies chodził miesiąc w gipsie i po jego zdjęciu wyglądało na to, że już wszystko będzie ok, że teraz pozostaje rehabilitacja i jej stan powinien wrócić do normy. Ćwiczyłyśmy więc, według zaleceń weta, a w zeszły piątek zabrałam ją nad staw żeby trochę popływała. Psia radość była ogromna, bo upał był niemiłosierny, do tego stopnia, że zeskoczyła z 30 cm skarpy do wody. Niby nic się nie stało, dalej pływała, nawet nie wydając z siebie pisku. Wróciliśmy do domu, a tam w miejscu złamania pojawiła się wielka gula. Zadzwoniliśmy do weta i umówiliśmy się na sobotę rano. Okazało się, że zrobił jej się tam krwiak. Po odciągnięciu dwóch strzykawek krwi i opanowaniu sytuacji pojechaliśmy do domu. W niedzielę ponieważ wet to nasz znajomy pojechaliśmy razem do Dobrzycy zobaczyć Ogrody Tematyczne (na pewno wrzucę w kolejnym poście trochę zdjęć, bo to piękne miejsce), a potem do nas na grilla, przy okazji obejrzał Foxi. Wyglądało, że będzie okej, jednak dla pewności kazał nam ją prześwietlić. Nazajutrz umówiliśmy się na prześwietlenie. Weterynarz, który wykonał zdjęcie od razu je obejrzał i niestety nie miał dobrych wieści. Pokazał nam zdjęcie i dokładnie omówił. W dużym skrócie kość zamiast się zrosnąć wygląda na nim jakby zaczęła się rozpadać... Wstępna diagnoza - nowotwór. Nasz Tomek, bo oczywiście zaraz pojechaliśmy z prześwietleniem do niego stwierdził, że to nie jest tak oczywiste i wysłał je kolegom do konsultacji. Niestety zauważył też, że od niedzieli zdecydowanie pogorszył się stan naszego psa. Podał jej środki przeciwbólowe, bo jak stwierdził na ten moment nie był w stanie nic więcej zrobić... Teraz czekamy na wieści... Siedzę i zastanawiam się dlaczego ten rok jest taki pechowy, dlaczego każda zmiana, jest na gorsze... Nie, nie jestem fatalistką, nie lubię narzekać, ale powoli przelewa się czara goryczy...

poniedziałek, 19 maja 2014

Pierwsze lęgi, nowe kanapy i zawody OSP

Nie będę już pisać o tym, że ciężko ostatnio mi znaleźć czas na bloga, bo to nic nowego ;) Przejdę więc do rzeczy 
Wylęgły się perliczki, niestety z 20 jajek, które dostaliśmy, tylko trzy były zalężone. Dziś mąż rozbił pozostałe i wszystkie były czyste. Na razie mamy więc tylko trzy perliczki, które chwilowo mieszkają w kartonie w pralni bo szkoda kwoki grzać. Za tydzień powinny się wylęgnąć kurczaki z wylęgarki i wtedy wszystkie pisklaki zamieszkają w klatce.
 Ciężko zrobić im zdjęcie, bo bardzo ruchliwe są
Jak w tytule nie dawno "dorobiliśmy się" nowych kanap do salonu. Obecnie wygląda on tak
Meble nie są nowe, ale myślę, że całkiem dobrze się jeszcze prezentują i powinny nam trochę posłużyć, zwłaszcza, że przy obecnym naszym kryzysie finansowym ciężko byłoby nam teraz kupić coś nowego, a narożnik, który mieliśmy już nie domagał.
A w sobotę mieliśmy zawody gminne OSP. Miejsce jak zwykle zajęliśmy zaszczytne - pierwsze... od końca, ale najważniejsza jest zabawa ;) Zresztą nasza drużyna jest jedyną w gminie, która nie jest pierwszego reagowania i jedyną, która ma składzie druhnę-dowódczynię czyli - powiem nie skromnie - mnie :) więc nie mamy się czym przejmować zbytnio, a liczy się udział, a co :) 
tym razem zrobiliśmy sobie z mężem pamiątkowe zdjęcie to nas pokażę
 Witam Kasię nową obserwatorkę i znikam. Dobrego tygodnia!

Szukaj na tym blogu