czwartek, 27 sierpnia 2015

Gąsienice i Podkowy czyli...

...zlot militarny w Bornym Sulinowie.
W tym roku po raz drugi wybraliśmy się do Bornego Sulinowa na wyżej wymieniony zlot. Militaria jak militaria, jeśli kogoś - tak jak mnie nie kręcą to nie miałby zbyt dużej frajdy ;)
Większość osób musiała być jednak mocno zafascynowana, gdyż przeważały przebrania wszelakie. Od naszych po... hitlerowskie. Tak tak dwóch panów niemców przyjechało sobie na zlot jako oficerowie chyba wermahtu? Jak dla mnie lekka przesada, ale co tam...
Rodzina czarnoskórych obcokrajowców również zrobiła na mnie nie małe wrażenie, kiedy to jeden brat strzelał do drugiego, a drugi jak na filmie udawał, że umiera. Mistrzostwo świata normalnie ;)
Oprócz tego mnóstwo stoisk  na których można było kupić wszystko, od umundurowania po atrapy broni wszelakiej. O alejce z jadłem typu kiełbasa i bigos nie wspominając.
Nie można też zapomnieć o czołgach, pojazdach opancerzonych, awionetkach. Większością można się było przejechać, a nawet przelecieć.
Moim celem było jednak zupełnie coś innego. Najbardziej zależało mi na pokazie grupy rekonstrukcyjnej 8 Pułku Strzelców Konnych z Chełmna. Chłopaki dali czadu!
Był pokaz musztry, skoki przez lance, ułana i leżącego konia! Były zawody w zbieraniu przedmiotów na punkty i czas oczywiście na koniu ;), był pokaz cięcia szablą łozy i wreszcie pokaz jazdy konnej dwuosobowej. Sami popatrzcie.
Musztra




Zapoznanie z publicznością ;) Pan Ułan miał nosa i od razu znalazł konioluba ;)
Na łoze!
Dla nie wtajemniczonych obiektem ataku była wierzbowa witka wbita w ziemię
Jazda w duecie
Oczywiście zdjęć jest dużo więcej. Mam też filmy bo jakże by inaczej :)
Super sprawa zobaczyć taki pokaz na żywo. No i te wierzchowce, cud, miód i orzeszki :)
Pozdrawiam!

piątek, 21 sierpnia 2015

Groźny amstaf czyli nasze doświadczenia z Figą

Figa nie jest co prawda rasowym astem, ale psem w typie rasy. 
Figa żniwna :)
Jej mama była rasową amstafką, ojciec NN. Znalazła się u nas przez przypadek, lub jak kto woli mamy ją z Netto. W Netto bowiem znalazłam ogłoszenie, że są do oddania szczeniaki. O tym, że to mieszanki amstafa nie było mowy. Foxi nasza pierwsza suczka była wtedy bardzo chora, nie chciała jeść, wyglądała jak szkielet i mimo usilnych starań naszych i weta, i długiego leczenia było z nią coraz gorzej. Namówiłam więc Męża byśmy pojechali zobaczyć rzeczone szczenięta. Kiedy zobaczyliśmy Figę i jej brata (bo tylko oni zostali z 12-sto szczennego miotu) byliśmy zauroczeni, kiedy Pani Właścicielka przyprowadziła mamusię a ta od razu o mało nas nie zeżarła mój zachwyt minął. Mąż nie dał mi jednak szans na protesty i tym sposobem Figa trafiła do nas.
Dzięki Fidze Foxi cudownie ozdrowiała i przeżyła z nami jeszcze trzy wspaniałe lata. Potem przyszedł na nią wyrok niestety...
Miało być jednak o Fidze. Moje doświadczenia po czterech latach z pseudo amstafką w domu?
Nie zamieniła bym jej na żadnego innego psa!
Jest bardzo bystra. Obcego na podwórko nie wpuści ani nie wypuści. Kocha dzieci, z większymi gra w piłkę i frisbee. Kiedy moja Siostra odwiedziła nas z małą Polą była wzorową nianią. Wystarczyło, że Mała zakwiliła a Figa już podnosiła alarm.
Ma jedną wadę. Jest przeurocza i kochana aż nie poczuje bólu. Wiadomo, że ma wyższy próg odczuwania, ale kiedy już poczuje ból zamienia się w zabójcę - dosłownie. W ten sposób kilka kotów, które wdarły się na nasze podwórko straciło życie. Figa tylko chciała się z nimi bawić, ale po spotkaniu się z pazurami i zębami za każdym razem dostawała furii. Terminator nie do opanowania. Podobnie było kiedy rozcięła sobie bark do łopatki (miała potem założone dwie warstwy szwów), kiedy Foxi zobaczyła krew i chciała ją wylizać Figa z bólu o mało jej nie udusiła. Foxi uratowało tylko to, że silą wepchnęłam ją do sypialni i zamknęłam drzwi. Po chwili Figa znów była aniołkiem.
Co jednak ważne nigdy nie przejawiła żadnych agresywnych zachowań w stosunku do nas. Nawet, gdy miała poważne obrażenia i ją dotykaliśmy/oglądaliśmy. Mogę z nią zrobić wszystko, łącznie w wyciąganiem jedzenia z miski czy pyska.
Od nie dawna Figa jest również naszą pastereczką. Pomaga przy kozach! Bardzo ułatwia nam to życie. Nie muszę już przy wyganianiu rogatek na pastwisko za nimi biegać. Figa świetnie sprawdza się w roli pomocnika pasterza i co ważne nie robi kozom krzywdy. Nawet nie próbuje ich ugryźć, jest też bardzo karna.
Na spacerze nie pozwoli do mnie podejść nikomu obcemu. Kiedyś w głębokim lesie spotkałyśmy gajowego. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że to nasz gajowy, a był po cywilnemu. Wystraszyłam się nie na żarty, bo to człowiek dosyć ciekawy. Figa jednak szybko pokazała mu, gdzie raki zimują i że nie życzymy sobie jego towarzystwa. Taka sprytna ;)
Cóż może po prostu trafił nam się taki wyjątkowy egzemplarz, a może to wszystko dlatego, że jak już pisałam Figa nie jest 100% amstafem, w każdym razie zmieniła moje nastawienie do psów tej rasy o 180 stopni. Dopiero po czasie widzę jak w momencie pierwszego kontaktu stereotypowo myślałam.
Jedno tylko muszę zaznaczyć. Przynajmniej nasza Figa jest psem pełnym energii i wigoru. Wymaga długich spacerów lub co najmniej wyhasania za piłeczką po sadzie. Być może właśnie to, że dostarczamy jej sporej dawki ruchu codziennie powoduje, że jest takim aniołkiem?
W każdym razie to wspaniały zwierzak i pewnie w przyszłości jeszcze nie jeden pies w typie tej rasy znajdzie u nas swój dom.
Pozdrawiam!
P.S. Zdjęcia kiepskiej jakości, ale aparat odmówił współpracy i używałam szerokokątnej kamery...

piątek, 14 sierpnia 2015

Pomidorowa inaczej czyli wegetariański krem

Pomidory latoś obrodziły aż miło.
Ostatnio na stole zagościły w postaci zupy krem z papryką, cebulą i czosnkiem.
Pychota!

Składniki:
  • około 10 średnich pomidorów
  • papryka
  • średnia cebula
  • ząbek czosnku
  • natka selera, pietruszki i lubczyku
  • szczypiorek
  • bazylia
  • papryka słodka
  • sól i pieprz do smaku 
  • jogurt naturalny 
  • olej do smażenia
Cebulę i czosnek drobno posiekałam, paprykę pokroiłam w kostkę. Pomidory sparzyłam, obrałam ze skórki i pokroiłam. W garnku rozgrzałam olej, wrzuciłam cebulę, lekko posoliłam, kiedy delikatnie się zeszkliła dorzuciłam paprykę, po chwili dodałam czosnek. Kiedy całość zmiękła do garnka dodałam pomidory bez skórki oraz gałązkę selera i lubczyku. Całość gotowałam na małym ogniu około 20-30 min. Rozgotowane natki wyrzuciłam i potraktowałam zupę blenderem. Doprawiłam papryką słodką, solą, świeżo mielonym pieprzem i bazylią.
Podałam z jogurtem, posiekanym szczypiorkiem i pietruszką.
Moi domownicy byli zachwyceni :)
Myślę, że świetnie smakowałaby również z grzankami lub groszkiem ptysiowym.
Pozdrawiam :)

wtorek, 4 sierpnia 2015

I zdarzył się cud

Na początku pragnę przeprosić wszystkich za brak kontaktu. Owa sytuacja została jednak spowodowana pewnym cudem.
Otóż wbrew wszystkiemu zostaniemy rodzicami!
Na początku było przerażenie, spowodowane nie tyle samym faktem bejbusia co pewnymi lekami, które bardzo skomplikowały sprawę. Do tego stopnia, że do lekarza muszę dojeżdżać 120 km, niestety. Następne badania mam w piątek, potem w poniedziałek wizyta u mojej doktor. Zobaczymy. Tymczasem wszystkich proszę o kciuki żeby było dobrze :)
Na szczęście powoli przerażenie ustępuje radości. Skoro wszystko jest ok, to jeśli te piątkowe badania wyjdą w porządku odsapniemy z ulgą.
Tymczasem męczą upały, pracy jak wiadomo sporo, a sił mniej niż przeciętnie. Jakoś dajemy jednak radę.
W jedności siła w końcu :)
O trawnik pomagają nam "dbać" gęsi ;)
Ogród co prawda "troszkę" zarósł, ale co tam, warzywa jakoś dają mimo wszystko radę. Ponadto mamy wysyp pomidorów i wiśni. Zbieram się w sobie żeby powkładać nadwyżki w słoiki.
Zboża pięknie dojrzewają. Jeszcze tydzień i żniwa. Będzie w tym roku zboża, jeśli tylko pogoda dopisze.
Codziennie rano obchodzimy ogrodzenie dookoła upraw. Nie ma lekko. Za to jakie widoki.
 
I grzyby zaczynają się pojawiać :)
Idzie do przodu :)
A tu jeszcze nasze kózki przed zakolczykowaniem i Figa pastereczka ;)
Pozdrawiam!

Szukaj na tym blogu