czwartek, 23 kwietnia 2020

Życie na wsi "w czasach zarazy"

Mam to szczęście, że w czasach izolacji mieszkam na wsi. Mogę bez ograniczeń wychodzić z domu. Mogę pracować w moim gospodarstwie. Niestety musieliśmy ograniczyć kontakty społeczne. Możemy tylko pomarzyć o "wioskowym ognisku", czy o spotkaniach z rodziną. Młodszy syn Michaś ma odroczone szczepienia. Wesoło nie jest, choć nie najgorzej. Skupiamy się na pracy. Mąż sadzi ziemniaki, cebulę i marchew w polu. Ja zdobywam nowe sprawności np. serwisanta od pralki, która ostatnio odmówiła posługi. Normalnie z racji tego, że Mąż zarobiony wezwałabym fachowca. Tymczasem okazuje się, że dzięki mojemu Tacie, który był moim telefonicznym konsultantem udało mi się zaoszczędzić parę złotych i co najważniejsze-zwłaszcza przy dwójce małych dzieci pralka działa :-).
Poza tym rozwijam się kreatywnie. Ostatnio z Jasiem zbudowaliśmy kuchnię błotną w ogrodzie. Synek zachwycony

Staramy się ograniczać kontakty ze światem zewnętrznym i co za tym idzie ograniczamy wyjazdy na zakupy do minimum. Z racji tego, że od półtora miesiąca nie byłam w mieście, dekoracja świąteczna w skrzynce przed domem w tym roku jest wyjątkowa. Z braku możliwości zakupu wiosennych kwiatów udekorowałam skrzynki tym, co było pod ręką.
Obecnie porządkuje skarpę koło domu i aż boję się myśleć do czego jeszcze mogę być zdolna jeśli ta epidemia potrwa dłużej ;-)
Pozdrówki

Szukaj na tym blogu