środa, 31 stycznia 2018

Pierwszy i oby nie ostatni wpis w 2018

Blog nie umiera, to mi ciągle brak czasu. Ostatnio bardzo rzadko mam okazję korzystać z komputera - najczęściej podczas wypelniania co miesięcznych rozliczeń VAT-u ;-)
Mój pecet możnaby rzec, wyzionął ducha, a pisanie na komórce jest dość męczące. Nie będę więc nawet sobie wmawiać, że się poprawię. Do czasu aż Jaś pójdzie do przedszkola, to mało prawdopodobne raczej ;-)
Każdą wolną chwilę zabiera nam ostatnio dalsza adaptacja poddasza. Czasem mam wrażenie, że to Syzyfowa praca, ciągnie się i ciągnie...
Pomiędzy Jasiem, zajęciami domowo-gospodarskimi, poddaszem i szydełkowaniem staram się trochę książki czytać, by szare komórki nie wyginęły ;-).
A co w gospodarstwie?
Ostatnio prowadziliśmy nie równą walkę z jastrzębiem. Urządził sobie u nas stołówkę. Na szczęście po postawieniu na wybiegu stracha na wróble chwilowo odpuścił i kurki znowu mogą bezpiecznie wychodzić na spacer.
Za nami pierwsze w tym roku wykoty. Dwie nasze kozule urodziły bez żadnych problemów. Mam nadzieję, że tak już zostanie. W poprzednich latach zdarzyło nam się niestety, że kózka nie urodziła łożyska i musiał weterynarz interweniować. Po podaniu leków na szczęście koza wydobrzała, ale co było nerwów to nasze.
Ponieważ nie miałam wcześniej okazji to dziś, w ten ostatni dzień stycznia składam Wam najlepsze życzenia na 2018 rok. Niech będzie szczęśliwy.
A teraz zapraszam na krótką migawkę z mojego świata.
Przez chwilę mieliśmy prawdziwą zimę


 Zwierzyniec


I spacerowo



Pozdrawiam!

Szukaj na tym blogu