Kurczaki bez kwoki elektrycznej w chlewiku byłyby skazane na zamarznięcie, zwłaszcza, że śnieg zaczął sypać. Radzi-nieradzi wskoczyliśmy w dresy i uzbrojeni w latarenki ze świecami (jak na złość wszystkie latarki gdzieś wcięło) udaliśmy się po nasze maleństwa. Popakowaliśmy towarzystwo w kartony, przykryliśmy kocami i wróciliśmy do domu. Na miejsce noclegu jako najcieplejsze pomieszczenie wybraliśmy łazienkę. Po poustawianiu pudełek z ptaszkami przy grzejnikach (zwykłym i tym do ręczników) i ustawieniu w miejscach strategicznych świec żeby ciemno całkiem nie miały Mąż poszedł drzwi na zewnątrz pozamykać, a ja nałapać wody (przecież taki huragan, że nie wiadomo kiedy prąd zrobią). Po wykonaniu tych wszystkich manewrów i ponownym umyciu się położyliśmy się z powrotem do łóżka. Nie minęło 10 minut i wrócił prąd!
Kurczaki zostały już na noc w domu, bo co będzie jeśli znowu prąd zniknie, a my prześpimy ten fakt?
Poranek przywitał nas na biało. Ot taki przyrodniczy prima aprilis :)
Toaletę poranną wykonywałam za to w takim doborowym towarzystwie :)
Potem odbył się manewr odtransportowania kurczaków z powrotem do klatki. Ciekawe na jak długo?
W temacie kóz Wujek Męża zrobił mi stanowisko udojowe, jeszcze taboret i będzie już pełen komfort przy dojeniu :)
O dziwo Bródzia bez problemu wchodzi na to ustrojstwo :)
Dziś pomimo podłej pogody umyłam okna w salonie, bo naprawdę wołały o pomstę do nieba. Poza tym porządki ostatnie większe, a jutro biorę się za przyjemniejszą część przygotowań czyli pichcenie. Radek dowędza ostatnie mięsa. Całe szczęście, że jego rodzice mają na strychu starą wędzarnię przy kominie, inaczej nie wiem co poczęlibyśmy z kurczakiem i polędwiczkami, które zostały nie uwędzone.
W klimacie Świąt pokażę jeszcze ostatnie wianki.
Wianek kuchenny
Salonowy
A ten miał być na drzwi wejściowe, ale przy tej pogodzie raczej zostanie w salonie...
Pozdrawiam!















































