sobota, 1 marca 2014

"Normalny" dzień

Miał być spokojny, bez emocji, po prostu normalny. Mąż od rana pojechał wiać zboże do siewu. Skoro już wychodząc przez przypadek mnie obudził o 6, również wstałam wcześniej. Dzień nie zapowiadał się specjalnie ładnie (chociaż teraz świeci pięknie słońce) mimo to sprzątając przed śniadaniem i dostawą chleba czyniłam sobie różne plany. Po 9 poszłam po chleb (w soboty zawsze jest później), wróciłam do domu, ogarnęłam kuraki, zebrałam jajka i już miałam zająć się robieniem pasty z makreli, kiedy zadzwoniła sąsiadka z za płotu. Okazało się, że jej Babcia źle się czuje (prawdopodobnie dnia poprzedniego miała wylew), a w domu z nią była tylko dwójka dzieci i synowa ze stwardnieniem rozsianym. Sąsiadka (Wnuczka Nieletnia) poprosiła czy nie mogę pójść do niej do domu zobaczyć co się dzieje, bo dzwoniła do niej Natalia kilka razy, a ona nie może jej zrozumieć przez telefon (jej stadium choroby jest na tyle zaawansowane, że nawet stojąc z nią twarzą w twarz ciężko się dogadać) i nie wie co się dzieje. Poszłam. U Babci w pokoju bałagan straszny, z szaf wszystko powywalane, z Babcią dogadać się nie idzie. Natalia ta ze stwardnieniem siedzi i płacze. Zero kontaktu, dzieci przestraszone. Co tu robić? Syn i Córka Babci w pracy i dodzwonić się do nich nie można. Dzwonię więc do Nieletniej jak sytuacja wygląda, w międzyczasie uspokajam dzieci i Natalię. Babcia zaczyna coś tłumaczyć, że bałagan ma bo ją o północy przywieźli (okazało się, że wieczorem poprzedniego dnia dzieci zawiozły ją do szpitala, gdzie dostała kroplówkę i została odesłana do domu (!), ale o tym dowiaduje się dopiero, gdy udaje mi się dodzwonić do Matki Nieletniej), ale na wszystkie zadawane przeze mnie pytania w odpowiedzi słyszę "co?". Zastanawiam się nad wezwaniem pogotowia, jednak na wieść o tym Natalia zaczyna panikować, a Nieletnia coś kręcić. W końcu wspólnie podejmujemy decyzję, że jadę po Nieletnią (jest w stajni 25 km dalej), dzieciaki dostają nakaz pozostanie w domu (bo to straszne czorty :P) i pilnowania Babci. Natalia na wieść, że przywiozę Nieletnią uspokaja się, nawet stara się opanować sytuację, na ile potrafi. Tak jak stoję czyli niezbyt reprezentatywnie ubrana wsiadam w auto i jadę. W stajni jeszcze raz ekspresowo omawiamy sytuację razem z instruktorką (bardzo fajna babka, też u niej jeździłam) i właścicielką ośrodka (jej nie lubię, ale to inna historia), i pędzimy z powrotem. Na miejscu okazuje się, że Babcia zachowuje się już całkiem normalnie i jest komunikatywna, nawet postanowiła zrobić pranie. Nieletnia dostaje zatem przykaz pilnowania jej i zawiadomienia ciotki, która mieszka nie daleko i jest w domu o sytuacji, oraz w razie gdyby Babci się pogarszało zawiadomienia mnie. Wracam do domu zjeść śniadanie (w końcu). W kuchni zastaję Męża ze Stryjem (przyjechał po zakupy, które wczoraj będąc w mieście mu poczyniłam), dość długo dyskutujemy różne bieżące problemy gminy (długa i dłuuga historia). W międzyczasie dzwoni Matka Nieletniej spytać jak sytuacja. Mąż mimo, że chory wybywa na boisko pomóc przy stawianiu wiaty. W końcu i Stryj odjeżdża. Spoglądam na zegarek - jest godzina 13, a ja jeszcze nic nie zrobiłam. Szybko zabieram się za robienie obiadu. Idąc kolejny raz do kuraków pechowo łapię za klamkę i zgniatam sobie palec. Boli jak diabli.
I tak właśnie jak do tej pory wyglądał spokojnie zapowiadający się dzień. Mam nadzieję, że do wieczora nic już się nie wydarzy...

2 komentarze:

  1. Samo życie;) Ważne, że Babcia w porzo;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze nie wiadomo skąd przychodzą różne ciosy , spokoju życzę i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu