czwartek, 9 października 2014

A jesień w pełni

Nie mam jakoś ostatnio czasu na pisanie. Już trzeci raz siadam żeby posta napisać i weny brak. Czas szybko ucieka, dzień coraz krótszy (co ma i dobre i złe strony ;)). Trzeba ostatnie prace porządkowe wykonać w ogrodzie, ziemniaki przebrać, jabłka pozrywać. R. w polu więc w zasadzie wszystko robię sama. Niestety. Najgorzej jest kiedy trzeba wiadra ziemniaków w pojedynkę w worki przesypywać. Ale nie będę się żalić, bo i po co? Zrobi się i będzie :). Wczoraj miałam nie fajną leśną przygodę. Jakiś bardzo wredny mendo-zwierz wykopał dziurę na środku drogi, którą standardowo wracamy z psicami z lasu. Popatrując sobie na wszystkie strony nie patrzyłam pod nogi i oczywiście wpadłam. Oczywiście tę nogą, co to kiedyś miałam torebkę zerwaną. Doszłyśmy jakoś do domu. Na szczęście wbrew moim obawom na strachu i lekkim skręceniu się skończyło :) Szkoda tylko, że musiałam dziś z wyjazdu do stajni zrezygnować. Dzień wcześniej na spacer wybrałyśmy się na łąki. Moje psy pomimo to, że jest to trochę sport ekstremalny wyprowadzam na smyczach. Wygląda to mniej więcej tak
Tego dnia okazało się, że warto z tymi smyczami walczyć. Idąc spłoszyłyśmy kilka łań skrytych w zakrzaczeniu na skraju pastwiska sąsiada (tego od koni). Biedaczki rzuciły się do ucieczki, niestety jedna z nich zaplątała się w niezwinięty drut od pastucha i padła na ziemię. O zakład idę, że każdy jeden pies (w tym mój) gdyby ją wtedy dopadł to... Na szczęście dla łani żadne psy jej nie dopadły, a jej udało się pozbierać i uciec. Po części i mnie bardzo to ucieszyło, bo gdyby sama się nie pozbierała trzeba by było jej pomóc, co w przypadku tak dużego i kopyściastego zwierzęcia mogłoby się różnie dla pomagierów skończyć.
Jesień mamy śliczną tego roku, dlatego jak najwięcej czasu staram się spędzać na zewnątrz. Moje kwiatuchy na rabatce pod tarasem jak na razie mają się dobrze i cieszą kolorami
 i na spacerach ciesząc się ostatnimi ciepłymi promieniami słońca



Przy okazji przedstawiam naszego nowego pupilka Ferdka. Jest to belgijski olbrzym biały. Od razu piszę, że nie będzie zjedzony. Mąż mój chce mu dokupić dziewczynę i zacząć hodowlę. Zobaczymy co mu z tego wyjdzie.
Tymczasem pozdrawiam i znikam

4 komentarze:

  1. No, cóż czy w mieście, czy na wsi mamy swoje obowiązki do wykonania, takie życie nasze:) Piękne widoki u Ciebie, mam nadzieję, że z nogą już lepiej:)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Ferdek jest piękny! :) a przygoda z łanią niesamowita! pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieliśmy kilkakrotnie spotkanie z leśniczym w lesie , że psy biegają luzem . Jeszcze trochę masz pracy , jak to przed zimą Piękny początek hodowli. Powodzenia i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne zdjęcia, prawdziwa polska jesień :P
    pozdrawiam cieplutko:)
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu