poniedziałek, 29 października 2012

Mroźny poranek

Dzisiejszej nocy fest u nas przymroziło, -7 to już coś. Martwiłam się czy warzywa znajdujące się jeszcze w gospodarczym nie zmarzły, ale na szczęście nie. Szkoda by było, zwłaszcza dyni. Na szczęście mróz tam nie wlazł i przetrwały noc. Dziś wielka przeprowadzka warzyw i kwiatów do piwnicy. A potem już może sobie mrozić ile wlezie :).
Pokażę jak wyglądały rośliny w ogrodzie około 8 rano:



 

 
Marcinki rosnące koło samego domu dały radę. Podobnie pozytywnie zaskoczyły mnie lwie paszcze, które mimo tego, że rano całe pokryte były szronem, teraz, wyglądają całkowicie normalnie. Widocznie w przeciwieństwie od dalii czy aksamitek przymrozków się nie boją :)
Poranne widoki z okien:

Pozdrowienia :)

wtorek, 23 października 2012

I płynie sobie dzień za dniem, czyli nadchodzi przedzimie

Coraz bliżej zima, a  roboty nie ubywa. Ledwie się człowiek za coś weźmie, a tu zaraz wieczór. Dziś jeszcze dotarło do mnie, ze zaraz zmiana czasu. Nadchodzi depresyjna pora. Trzeba się zatem przygotować. U nas naleweczka z czarnego bzu jest już gotowa i czeka tylko na okazję by napocząć karafeczkę :).

 

W ogrodzie warzywa w zasadzie zebrane. Pozostały tylko pory, brukselka i niedobitki pomidorów i papryki w folii, co się zarazie nie dały. Do nie dawna pora sobie spokojnie rosła i czekała żeby ją zerwać. Kiedy jednak  zaszłam na grządkę kilka dni temu zobaczyłam, że kilka roślin jest wyrwanych, a część ma zniszczone liście. Byłam święcie przekonana, ze to Figa wymyśliła sobie nową zabawę, no ale trudno na gorącym uczynku nie została przyłapana. Nie wiele później nakryłam winowajcę. I nie była to Figa. 






Przyłapana na gorącym uczynku kićka, co to się odnalazła wcale nie okazała skruchy. Widać taka kocia natura. Ponieważ jest jej u nas dobrze i nie mamy serca się jej pozbywać została "ochrzczona" Parszywką vel Stokrotką - bo co do imienia nie ma zgodności ;) i zadomowiła się u nas chyba na dobre. Czyli znów powiększyła nam się zwierzakowa rodzinka.
Kończąc pokażę jeszcze jaki niecodzienny widok zastałam parę dni temu za oknem. 



Nawet moje psice były na tyle zaskoczone, że ani pisnęły. 
I to by było na tyle.
Pozdrowionka

czwartek, 18 października 2012

Ciasto dyniowo-kokosowo-migdałowe



Czyli moja wersja babki z dynią. Jak stwierdzili moi panowie ciasto wyszło przepyszne :)
Jest proste do zrobienia. Wystarczy zetrzeć na drobnych oczkach dynię (200 g). Wziąć trzy jajka. Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka utrzeć do białości dodając 150 g cukru, następnie dodać do nich miąższ z dyni. Przesiać do masy 100 g mąki pszennej wymieszanej z łyżeczką proszku do pieczenia. Wymieszać i dodać 100 ml soku pomarańczowego oraz 100 g startych migdałów i 100 g wiórków kokosowych. Na końcu dodać pianę z białek, przełożyć do formy i piec w 180 c przez ok. 50-60 minut. Kiedy ciasto wystygnie posypać cukrem pudrem i zajadać.


Smacznego :)

wtorek, 16 października 2012

Jesienny wianuszek

Pochwalę się zrobionym w wolnej chwili wianuszkiem. Niby nic specjalnego: brzozowe gałązki jako podkład, ozdobione owocami głogu, żołędziami i kasztanami, a cieszy oko :)

 

 

Pozdrówki :)

czwartek, 11 października 2012

Polska złota jesień

Od kilku dni pogoda całkowicie się zepsuła i tylko szarówka i chlapa za oknem. Mam jednak nadzieję, że pogoda wkrótce od nas wróci i znów będzie można cieszyć się złotą polską jesienią. Zwłaszcza, że na ogrodzie jeszcze wiele do zrobienia i pietruszka nie wykopana. W ramach przywoływania ładnej pogody kilka zdjęć z minionych słonecznych dni. 

 






 


Pieski w przeróżnych okolicznościach spacerowych







Ostatnio na spacerach dołącza do nas pies sąsiadów Misiek, kolejna ofiara ludzkiej bezduszności wyrzucona przez kogoś u nas w wiosce. Na szczęście sąsiedzi się ulitowali i przygarnęli. Bardzo mądry, młody piesek, wprost uwielbia zabawy i gonitwy z moimi psicami


A co rośnie w trawie?
Na razie raczej tylko muchomory

Znalazłam też kilka rydzów
 
Dzikie jeżyny
A w ogrodzie były dynie, były bo ze względu na zapowiadane przymrozki wylądowały na strychu
Ogród w jesiennej odsłonie i ślady po ostatnim ognisku, tam powstanie kolejny kwietnik
Sąsiadów mamy dobrych, ostatnio zostaliśmy obdarowani
W ilości dużo większej niż na zdjęciu, będzie więc winko :)
A póki co idę buraczki przemienić w ćwikłę
Pozdrówki

poniedziałek, 8 października 2012

Nalewka jabłkowa

Sezon jabłkowo-gruszkowy w pełni. Ostatnie wichury dokładnie pootrząsały nasze drzewa z gruszek, jabłek, a nawet orzechów. Znajomi i rodzina obficie obdarowani, a ja mam wrażenie, że owoców wcale nie ubyło. Nie ma wyjścia i przetwórstwo musi iść pełną parą. Dobrze, że wczoraj przy okazji odwiedzin Mama z Babcią obdarowały mnie słoikami, bo miałam już problem, w co te dobra wszelakie wkładać. A powstało już tego i pewnie jeszcze powstanie w różnych konfiguracjach jabłkowo-gruszkowych. Ostatni wytwór to marmolada gruszkowo-imbirowa. Nastawiłam też moją ulubioną nalewkę - jabłkową.
Robi się ją bardzo prosto. Kilogram umytych, pozbawionych ogryzków i pokrojonych w ćwiartki jabłek zalewamy w słoju połową litra wódki i połową litra Brendy (ja używam najtańszej Biedronkowej - Napoleon kosztuje mniej więcej 30 zł za 0,7 l). Najlepsze są jabłka lekko kwaśne, mogą być spady. Zamykamy szczelnie i odstawiamy na miesiąc w ciemne miejsce. Można dodać goździki i cynamon. Nastawiłam dwa słoje jeden z przyprawami, drugi bez :). Po miesiącu dosładzamy nalewkę gotując syrop z połowy szklanki cukru i 3/4 szklanki wody. Przestudzony wlewamy do słoja z owocami i odstawiamy na kolejny miesiąc. Po miesiącu nalewkę przecedzamy, zlewamy do butelek i delektujemy się smakiem :).
Pochwalę się jeszcze jaką profesjonalną suszarkę do wszystkiego skonstruował mi mąż. Obecnie suszą się orzechy włoskie.

Pozdrawiam czytelników i witam nową obserwatorkę - Klaudynkę

Szukaj na tym blogu