środa, 24 czerwca 2015

Odzywam się :)


Tak jak obiecałam. Pokrótce napiszę co się u nas działo. A działo się troszkę :)
Odwiedziłam Stolicę i Siostrę i pomimo tego, że nie lubię dużych miast wyjazd był bardzo udany. Mało tego spotkało nas nawet kilka zaskakujących sytuacji. Po przyjeździe po uspaniu Dziecia i pozostawienia go pod opieką troskliwego Taty udałyśmy się z Siostrą do parku fontann na multimedialny pokaz. Ku naszemu zaskoczeniu pokaz się nie odbył, za to odbyła się burza. I to jaka :) Oczywiście informacji jakiejkolwiek o odwołaniu brak. Za to panoramę Warszawy obejrzałyśmy sobie nocą z mostu czekając na tramwaj.
Pokaz również widziałam. Na YT ;) 
 
Ponieważ z Polą preferowałyśmy spacery po świeżym (o ile takim w przypadku Stolicy w ogóle można mówić) powietrzu zwiedziłyśmy również Park w Wilanowie, ZOO oraz Łazienki. Łazienkowe ZOO wprawiło mnie w totalne osłupienie. O ile wiewiórki jedzące z ręki to małe zaskoczenie o tyle sikorki siadające na dłoni to nie mały szok. Oto dowód
I szalona wiewiórka
Nawet na mojej wiosce takich cudów nie ma. A tu Stolica i proszę :)
Udałyśmy się też na Marywilską w celu uzupełnienia garderoby Młodej, która na ten czas również została z Tatusiem, a ostatniego wieczoru zrobiłyśmy sobie nocny wypad na Starówkę. Nie muszę chyba dopowiadać, że Pola została z Tatą ;) W końcu miałyśmy się czas nagadać za wszystkie czasy, a Mąż miał okazję zatęsknić :) Co do Siostrzenicy to przesłodkie, wesołe, urocze i muzykalne dziecko :) W końcu cóż innego mogłaby ciotka napisać :) Zdjęć nie pokażę ponieważ moja Siostra nie jest fanką pokazywania Małej w necie więc nie będę jej robić na przekór ;)
Pisałam, że PKP mnie pozytywnie zaskoczyło. Otóż wyobraźcie sobie, że podróżowałam zwykłym TLK 2 klasa żaden szał, a tu w toalecie papier, mydło, ręcznik, woda. Europa! I toaleta nie taka z dziurą na tory tylko porządna. Normalnie szok! 
Po powrocie do domu przepakowałam torbę i dnia następnego wyruszyliśmy z Mężem na wycieczkę do Biskupina i Gniezna. Wycieczkę organizowali nasi znajomi. Było super. Dużo się działo. Jechaliśmy kolejką wąskotorową, zwiedzaliśmy ruiny zamku w Wenecji oraz załapaliśmy się na noc Kupały w Biskupinie. Mąż został gwiazdą medialną i bohaterem w trakcie puszczania wianków. Razem z Kolegą jako jedyni odważni wskoczyli do zimnego jeziora by wypchnąć wianki na głębię i przy okazji zapobiec zapaleniu się przybrzeżnej trzciny  :)
W niedzielę wieczorem wróciliśmy do domu i do dziś staramy się powrócić do normalności ;) w czym nie pomaga pogoda bowiem od dwóch dni pada i zimno jak w psiarni czyżby jesień?
Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. A ja nie wiedziałam, żeś w Gnieźnie!!! To rzut ciężkim beretem ode mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wiedziałam, ze to rzut beretem od Ciebie! ;-)

      Usuń
  2. Kasiu jednym słowem wszystko się udało! a szata graficzna nowa;) bardzo mi się podoba;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli czasem nawet Warszawa może cieszyć :) Szczerze w to wierzę, ale pod warunkiem, że rzeczywiście jest od czasu do czasu. U nas też noc Sobótkowa czeka na wpis na blogu :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu