czwartek, 10 listopada 2016

Zlota i niestety mokra jesien, i znow Figa sie spsula

Nareszcie zakończyliśmy najpilniejsze prace w gospodarstwie przed zima. Jest czas odetchnąć. Dla mnie oznacza to odrobinę wolnego czasu. W końcu Tato Jasia bywa dłużej w domu :-). Zabrałam się zatem za rzecz, która od dawna siedziała mi w głowie, a mianowicie za pisanie kroniki rodzinnej od strony mojego Taty. Od strony Mamy taka kronika lub bardziej jej szkic już jest wiec tu zadanie będzie dużo łatwiejsze dlatego zostawiam je na deser.
Z racji tego ze pogoda nie zachęca ostatnio do spacerów zwłaszcza z małym dzieckiem łapiemy jesienne chwile robiąc objazdówki autem po włościach i okolicy. Z za okna jesień nawet mokra jest piękna.
A gdy wyjdzie słońce to już wogole :-)
Sami popatrzcie
Dzikie konie brykają po sąsiedzku
 
 
Sarny w naszych oziminach

 
Uraz
 

Aż chciałoby się na chwilę przysiąść :)
Wczoraj gdy wróciliśmy z takiej przejażdżki w domu zastaliśmy pokrwawiona Fige. Po oględzinach okazało się ze na szczęście tylko strach był duży, a rana niewielka. Nasza psina rozcięła sobie poduszkę przedniej łapy. Ponieważ rana wyglądała na głęboka zadzwoniłam do naszego Najlepszego na Świecie Weterynarza po konsultacje. Na szczęście nie trzeba było jej szyć. Oczyściliśmy ranę i wykonaliśmy opatrunek według instrukcji. Będzie żyła. Nasz czworonożny terminator żeby śmieszniej było zaczął kuleć dopiero po założeniu bandaża :-). I tym sposobem znów załapała się na "wczasy" i stacjonuje w domu.
A dziś nastał pierwszy większy mróz i wyszło śłońce :) Mam nadzieję, że zima będzie śnieżna ;)
Pozdrowki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu