czwartek, 12 kwietnia 2012

Święta, Tango i "spacerowicze"

Przez te Święta nie miałam czasu ani nic napisać, ani tutaj zajrzeć. Dobrze,  że następne dopiero za 8 miesięcy :) Nie to, że nie lubię Świąt, ale na dłuższą metę to męczące. Tego roku spędzaliśmy Wielkanoc u nas. Było całkiem miło, ale nie obyło się też bez przykrego akcentu. Ktoś wyrzucił w Święta psa. Sąsiadka widziała jak wypchnął go z samochodu i odjechał. Biedak błąkał się po drodze odganiany przez kolejne osoby. W drugi dzień Świąt udało mi się go namierzyć i złapać i tym sposobem przybył nam tymczasowy, dodatkowy domownik. Ochrzciliśmy go Tango. Szukamy mu teraz nowego domu - bo jednak trzy psy to już byłaby lekka przesada. Jest nadzieja, bo wczoraj był go obejrzeć ojciec z synem. Mają się zastanowić i dać dzisiaj znać. Miałby dobrze, bo mieszkają w domu z ogrodem, a dzieci też już starsze. Zresztą Tango przepada za dziećmi, jak i za naszą Figą. Ganiają się cały czas po ogrodzie. Tylko Foxi nie wiadomo dlaczego mocno nie zadowolona z nowego domownika. Czyżby zazdrość? Wczoraj sąsiadom zerwał się pies z łańcucha, wpadł do nas na podwórko i o mało go nie udusił. Dobrze, że nie byłam sama i panowie pomogli go odgonić. Także miał biedaczek znowu traumę, pozostaje mieć nadzieje, że ostatnią przed adopcją. Tango wygląda tak:



      

Tutaj ganiają się z Figą:

 

Foxi brak bo nie raczyła zapozować razem do zdjęcia. 
Tytułowi spacerowicze cóż. Wszystko przez cmentarz z poprzedniego posta. Droga na niego została zarośnięta przez chaszcze (tak oto nasza gmina dba) i siłą rzeczy nie da się nią przejść. No i teraz każdy kto chce zobaczyć ten cmentarz lezie przez nasze pole i łąki, i wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że nagle okazuje się, że z wychodzę z własnymi psami na własną łąkę i jak się ktoś spacerujący - oczywiście przyjezdny - napatoczy to zaraz wielki problem, że psy szczekają. Ale te psy są u siebie i mają prawo biegać, szczekać i kupać ile wlezie. A jak komuś przeszkadza to niech się na teren prywatny nie ładuje. No już mi lżej :)
Ciepło się zrobiło to i czas na ogródek. Od wczoraj mnie naszło i sobie w nim dłubię. I tym sposobem mam posianą rzodkiewkę, sałatę wczesną, pietruszkę i grządkę marchwi. Zostało jeszcze dymkę posadzić i groszek posiać i wstępnie będzie ogródek ogarnięty.  I od razu świąteczne kalorie spalone :).

2 komentarze:

  1. widać że zdrowy zadbany piesek i miło się prezentuje na zdjęciach:) jak się można pozbyć takiego przyjemniaczka ludzie są straszni stać ich na samochód ale już psa to trzeba wywieźć gdzieś daleko i wyrzucić... straszne ale Wy przygarnęliście biedaka:) patrz jaka pełna chata Wam się zrobiła teraz:) mam nadzieję że nowa "rodzina" go nie wywiezie... a co tam po świętach poza odpoczynkiem od nich właśnie:)? stolicowe pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię tu do Ciebie zaglądać bo zawsze coś fajnego wrzucisz:) ja nie mam takiej systematyczności- czego żałuję- przyjemnie się patrzy na Twoją wiosnę i te wiadomości z ogródka... no bajka Ty naprawdę Kasiu żyjesz w jakieś bajce:))) dobrze Ci co:)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu