poniedziałek, 11 czerwca 2012

Codzienność


Nastał długo oczekiwany przez Radka czas roboty w lesie. W końcu na naszym poletku zakończono zrywkę i możemy wyrabiać drzewo dla siebie. Drzewo jest bardzo ważne, bo bez niego nie ma ciepełka :) Okazało się, że nasz ulubiony pan Leśniczy zostawił dla nas w ramach rozrachunku dwa całe buczki, więc jest radość. Pierwszego dnia i ja poszłam do lasu, ale teraz Radek zatrudnił do pomocy chłopaków z pobliskiej wioski, bo im szybciej nasz opał znajdzie się w domu tym lepiej. A w ramach jego sklerozy bądź braku uwagi, ja tylko kursuje na linii dom-las-dom, ewentualnie dom-miasto-dom-las-dom. Dziś na przykład musiałam z samego rana jechać przedłużyć łańcuch do piły, bo za krótki kupił. No ale najważniejsze, że będzie drewutnia pełna drzewa :) Nasze psy tylko bardzo cierpią z tego powodu, bo dla ich bezpieczeństwa nie zabieram ich teraz z sobą, a one uwielbiają wyprawy do lasu. Jak wracam szaleją obwąchując mnie. Muszą jeszcze jakiś czas wytrzymać bez leśnych spacerów.  
Dziki coś odpuściły, wystarczyło tylko, że kilka razy stryjek poszedł z bronią na ambonę i tak jakby wyczuły rychłą śmierć opuściły swoje żerowisko. Za to teraz kret dokucza mocno moim kwiatowym rabatkom. Radek dzielnie walczy, a ja tylko się cieszę, że nasze psy nie włączyły się do tej walki, bo ostatnim razem narobiły większych szkód niż kret ;)
Ostatnio kopiowałam swoje wpisy z bardzo starego – pierwszego mojego bloga. Szkoda tych wszystkich wspomnień, a wiadomo, że kiedyś zapewne mój pierwszy blogasek zostanie usunięty z wirtualnej rzeczywistości. Bądź, co bądź fajnie tak sobie poczytać swoje wspomnienia z wypraw wszelakich – i tych mniejszych i tych większych :) Niech żyją studenckie czasy. 
Na koniec kilka aktualnie kwitnących kwiatków. Irysy cebulowe:

 Lilia:
 Świerk conica - prezent urodzinowy :)
I nasze kudłacze, Majka:
 Niezmordowana Foxi:
 I Figa:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu