czwartek, 14 czerwca 2012

O dzieci "hodowaniu"

Któregoś dnia sąsiad zadał mi pytanie - podobnież nurtujące mieszkańców naszej wioski - dlaczego hodujemy kury a dzieci nie chcemy zahodować? Nie będę się wypowiadać na ogólny temat posiadania bądź nie dzieci, ponieważ uważam, że to nasza tylko i wyłącznie sprawa, i nie odczuwam potrzeby by się miejscowym babom tłumaczyć. Na potrzeby bloga mogę tylko napisać, że nie mam nic przeciwko posiadaniu dzieci, ale nie zamierzam na głowie stawać, by było już, natychmiast. Natomiast samo określenie rozwaliło mnie na łopatki. Bardzo przytomnie odpowiedziałam, że zawsze wydawało mi się, że dzieci należy wychowywać, a nie hodować. Oczywiście temat szybko się skończył. A jak tak sobie patrzę na tak zwane bezstresowe wychowanie=brak wychowania prowadzone przez sąsiadów z za płota to nie dobrze się robi. Temat rzeka. Dzieciaki puszczone bez opieki, nie mają wyznaczonych żadnych granic, po prostu robią co chcą i nikogo nie słuchają. Cud, że się jeszcze żadne nieszczęście z ich udziałem nie wydarzyło. A my razem z Radkiem tylko zastanawiamy się czy się wtrącać, czy czekać na jakieś nieszczęście. Oczywiście w sytuacjach, które faktycznie zagrażają ich życiu i zdrowiu, a jest ich nie mało reagujemy na bieżąco i zastanawiamy się tylko kiedy usłyszymy, że mamy nie wtykać nosa w nie swoje sprawy.
Z radosnych wieści hodowla kur się powiększa, kwoce wylęgły się dwa kurczaki.
 Ten mały czarny jest dzisiejszy, większy, który już je z wczoraj
Z niecierpliwością czekam na kolejne.
Wczoraj korzystając z  ładnej pogody byłyśmy z psicami na długim spacerze. Była kąpiel błotna w wykonaniu Figi
I w stawie


Okolica:







 W tle rozlewisko z masą żab, szkoda, że nie da się oddać na zdjęciu tego kumkania
 
Tu wylazły nam dwie lochy z małymi i musiałyśmy zawrócić:





Widok na dom:

Przydrożno-łąkowe kwiatuchy:
 

 

 



Dzikie poziomki
Po spacerze coś na szybkiego na obiad, czyli pomidorowa i blinki;
Dla zainteresowanych podaję przepis, bo robi się je bardzo szybko i są pyszne :)
Bierzemy 2 kefiry po 400g (można też użyć zsiadłego mleka), 3 szklanki mąki, 4 czubate łyżeczki sodki (nie proszku do pieczenia!) i 4 łyżki cukru, składniki mieszamy. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Na patelni rozgrzewamy tłuszcz i smażymy niewielkie placuszki. Spożywamy z czym dusza zapragnie. Świetnie smakują z dżemem czy miodem. Z podanych składników wychodzą dwa talerze jak na zdjęciu. Smacznego ;)

3 komentarze:

  1. Skopiowałam blinki, ale zrobię je "na słono"; zamiast cukru posolę, dodam szczypiorku i innego ziela. Podobny przepis mi wcięło, a były świetne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo takich na słono jeszcze nie próbowałam, więc chyba wykorzystam następnym razem ten pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne poziomki. Strasznie mi ich brakuje. W przyszłym roku sama zasadzę :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu